Logo
czwartek, 17. kwietnia 2014

Zanim powstała AK
07 listopada 2012 20:01

Przeżywamy powtórkę z historii – kaci wymieszani z ofiarami. Zdrajcy mają się dobrze, a bohaterowie w zapomnieniu przymierają głodem. Czy pod tym względem tak bardzo się różni III RP od PRL-u? Wszak po 1956 r. za przynależność do AK już nie mordowano i nie wsadzano do więzień. Jedynie utrudniano karierę bohaterom, a nawet ich dzieciom.

Już od września 1939 r. w Chorzowie działały bardzo aktywne grupy konspiracyjne. Harcerze zorganizowali placówkę Polskiej Organizacji Powstańczej, a Ksawery Lazar organizował Polskie Siły Zbrojne. Warto wspomnieć, że Lazar był szwagrem Józefa Korola ps. „Starosta” – okręgowego komendanta ZWZ. Bracia Michał (ps. „Castor”) i Benedykt (ps. „Pollux”) Rymerowie należeli już wcześniej do tej samej drużyny harcerskiej co Lazar. To on odebrał od nich przysięgę i skierował do współpracy z Korolem. Lazar i Rymerowie zostali w tym samym dniu – 17 lipca 1942 r. – straceni w Berlinie-Plötzensee. 14 kwietnia 1940 r. odbyły się masowe aresztowania. Wielu chorzowskich harcerzy zostało skazanych na karę śmierci. Najbardziej aktywni w Chorzowie byli Roman Karwat (ps. „Przerwa”), Anna Rayska – instruktorka Wojskowego Przysposobienia Kobiet, Jan Czech – instruktor harcerski, harcmistrz Henryk Nawrat, drużynowy Bronisław Mania, zastępowy Jan Buhl. Jak podaje J. Nierkrasz w książce „Z dziejów AK na Śląsku” (s. 53), zostali oni zamordowani właśnie po aresztowaniu w kwietniu 1940 r.

Chorzowscy harcerze zostali straceni 12 czerwca 1942 r. w masowej egzekucji na Bloku XI KL Auschwitz. Zginęli wtedy synowie prof. Józefa Mierzejewskiego Antoni i Wiktor, redaktorzy i kolporterzy gazetek POP „Zryw” i „Świt”, Henryk Murłowski, podchor., Jan Murek, Marian Świercz, bracia Ryszard i Alfons Czajorowie, Feliks Bochański. Stefania Kocielska, Jerzy Fałęcki i Roman Wieszała, pochodzący z Opola, zostali skierowani do obozów zagłady. Lista chorzowskich harcerzy, którzy oddali życie w walce o Polskę jest długa. Paweł Musioł z drużyny im Bolesława Chrobrego w Chorzowie został aresztowany 15 kwietnia 1940 r. Bał się, że w wyniku tortur stosowanych w chorzowskim areszcie Gestapo wyda kolegów – wyskoczył więc z okna i zginął na miejscu. Inny Paweł Musioł pochodzący z Lesznej Górnej, pełnił funkcję Komendanta ZWZ w powiecie cieszyńskim. Był zastępcą okręgu cieszyńsko-podhalańskiego Stronnictwa Narodowego (Kwadrat). W 1941 r. aresztowany został przez Gestapo. Po ciężkim śledztwie Niemcy zgilotynowali go w katowickim więzieniu. Z Chorzowem związany był też Eryk Zyska. Przed wojną pracował w magistracie. Jako urzędnik znał Prezydenta Chorzowa Karola Grzesika, dowódcę GO „Wschód” w III Powstaniu, a także Józefa Korola. Od jesieni 1939 r. współpracował zarówno z Józefem Pukowcem organizującym harcerskie POP (Polska Organizacja Powstańcza), jak i z Józefem Korolem organizatorem Służby Zwycięstwu Polski (SZP). Na Śląsku nosiła ona nazwę Polskie Siły Zbrojne. Eryka Zyskę aresztowano już 24 marca 1940 r., czyli trzy tygodnie przed pierwszym masowym aresztowaniem, został stracony 20 czerwca 1940 r.

Najsilniej rozbudowana była konspiracja w Rudzie Śląskiej. Tworzyli ją harcerze z gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki. Ernest Tabacki został drużynowym. Również już we wrześniu powstała druga struktura harcerska. Organizowali ją Teodor Tkocz, kleryk – Joachim Gürtler i wikary ks. Jan Macha, Joachim Achtelik, Edmund Kokot, Leon Rydrych. Ksiądz Macha organizował też pomoc humanitarną dla rodzin, które zostały bez jedynych żywicieli.
„Ksiądz Jan Macha urodził się w Starym Chorzowie. O przyjęcie do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie ubiegał się dwa razy, bo za pierwszym nie został przyjęty z powodu nadmiaru zgłoszeń. W czerwcu 1939 roku otrzymał święcenia kapłańskie i trafił do swojej rodzinnej parafii w Chorzowie. 10 września został wikarym w parafii pw. św. Józefa w Rudzie Śl. »Kiedy chodził po kolędzie w 1939 r., zauważył, w jakiej biedzie żyją ludzie, bez ojców i braci, którzy zostali aresztowani albo musieli uciekać, czy ukrywali się. Postanowił pomagać tym ludziom« – opowiada w filmie ks. Bober o charytatywnej działalności ks. Machy w parafii. Udział w tajnej organizacji i działalność charytatywna księdza nie uszły uwagi Niemców. Pierwszym ostrzeżeniem było wezwanie na gestapo w Zielone Świątki 1941 r. We wrześniu tego roku został aresztowany na katowickim dworcu. »Poprosił mnie i drugiego ministranta, Bernarda Łukaszczyka, byśmy z nim pojechali do Katowic, bo musi tam pobrać katechizmy. Tam widziałem go ostatni raz« – wspomina Jan Hajduga. 17 lipca 1942 r. przed sądem specjalnym odbyła się rozprawa. »Bronił się sam« – mówi Małgorzata Kozak, siostrzenica ks. Machy. Ksiądz Macha i kleryk Joachim Gürtler skazani zostali na śmierć przez ścięcie. Wyrok wykonano 3 grudnia 1942 r.” – napisał Edward Kapiesz w artykule „Mówili na niego Hanik”, „Gość Niedzielny”, 2011-10-20 (http://gosc.pl/doc/988?687.Mowili-na-niego-Hanik). Aresztowań dokonano na podstawie donosu jednego z mieszkańców Rudy, któremu nie chciano dać wsparcia materialnego ze względu na alkoholizm. Pomocą charytatywną objętych było ponad 4 tys. rodzin.
Niemcy twierdzili, że w Województwie Śląskim nie obowiązywał konkordat ani podpisany przez Polskę, ani przez Niemcy. Dlatego wielu śląskich księży było aresztowanych.
„Ksiądz Macha był jedną z wielu ofiar niemieckiego terroru skierowanego przeciwko duchownym. „Księży wrzucano do obozów koncentracyjnych, bo to była walka na śmierć i życie. Chodziło o rząd dusz. Jak się chciało usunąć Pana Boga, trzeba było usuwać wszystko, co się z Bogiem wiąże. Ingerowano nawet w spowiedź, co oprotestował biskup Adamski” – mówi abp Damian Zimoń w filmie Dagmary Drzazgi „Bez jednego drzewa las lasem zostanie”.

Film Powstał w koprodukcji Zespołu „Katamaran” i  TVP Katowice. Polityka finansowa TVP sprawia, że brak jest pieniędzy na produkcję wartościowych filmów dokumentalnych. Część środków na realizację tego filmu zapewnił Śląski Fundusz Filmowy, wsparcia udzieliła też Kuria Metropolitalna w Katowicach. Natomiast ani Ruda Śląska, gdzie działał bohater filmu, ani Chorzów, jego rodzinne miasto, nie wykazały zainteresowania filmową biografią jednego ze swoich najbardziej godnych uznania mieszkańców. Okazało się, że dla Chorzowa ważniejszy jest promocyjny film o kibicach piłkarskich niż autor „Monografii Starego Chorzowa” – napisał autor cytowanego już artykułu (http://gosc.pl/doc/988?687.Mowili-na-niego-Hanik/3).
„Gdy Jan Macha, młody student teologii, przystępował do pisania monografii swego Chorzowa, wówczas od niedawna z dodatkiem Stary, nie przypuszczał, że jego praca nie dotrze do czytelnika przez blisko 70 lat. A tak właśnie potoczyły się losy jego »Monografii Chorzowa (Starego), Parafii św. Marii Magdaleny« – czytamy: (http://mojchorzow.pl/i,,420?079,427?837.html)

To proste, w Chorzowie działa RAŚ – zwłaszcza wśród kibiców. Oni właśnie wygwizdali przed kilku laty polski hymn. W Rudzie Śląskiej jesienią 1941 r. aresztowano przeszło 60 osób. Na targowisku w Goduli powieszono 12 lutego 1942 r. Antoniego Tjałowskiego i Ignacego Nowaka. W tym samym dniu powieszono na słupie oświetleniowym w centrum Rudy studenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Joachima Achtelika. „Niemcy sprowadzili na egzekucję setki osób by pokazać, w jaki sposób rozprawią się ze wszystkimi, którzy będą przeciw nim spiskować. Gdy pętla została założona na szyję Achtelika, ten wypowiedział słowa Jezusa Chrystusa: „Wybaczcie im, bo nie wiedzą, co czynią”. Po tych słowach wszyscy Polacy uklękli, co o mało nie wywołało zamieszek. Achtelik konał około piętnastu minut (http://pl.wikipedia.org/wiki/Joachim_Achtelik).

Niemcom nie udało się rozbić organizacji konspiracyjnej. Już w styczniu 1942 r. szefem struktury został Antonii Mika, a po jego aresztowaniu – brat zgilotynowanego Joachima Gürtlera –  Józef. Ze względów bezpieczeństwa centralę organizacji przeniesiono do Makoszów (obecnie dzielnica Zabrza).

W nocy z 22 na 23 maja 1942 r. Gestapo aresztowało 149 osób. Do więzienia trafili niemal wszyscy harcerze Gotartowic i okolicy. Zgrupowanie to wydawało na Ziemi Rybnickiej pismo „Zew Wolności”. 27 lipca powieszono publicznie w Gotartowicach Franciszka i Pawła Buchalików.
Wiosną 1943 r. Komenda Główna Szarych Szeregów „Pasieka” zamierzała zreorganizować harcerstwo na Śląsku na wzór struktur działających w Generalnej Guberni. Miały być powołane Grupy Szturmowe współpracujące z AK, organizacje młodszych harcerzy zajmujących się małym sabotażem i najmłodszych tzw. „Zawiszaków. Łącznikiem z „Pasieką” był Edward Zürn ps. „Gniewosz”. Niestety budowa takiej organizacji była trudnym, nawet niewykonalnym zadaniem, gdyż wszyscy starsi harcerze, którzy uniknęli aresztowań, znaleźli się już w ZWZ, a potem w AK. Brak było rezerw. Tworzenia organizacji „Szarych Szeregów” na Śląsku podjął się pochodzący z Zaolzia harcmistrz Emil Jędrzejczyk. Po jego aresztowaniu 2 czerwca 1943 r. nominację na Komendanta Chorągwi Śląskiej „Szarych Szeregów” dostał Wojciech Niederliński pochodzący ze Świętochłowic. Mieszkał on wtedy w Czechowicach pod Bielskiem. W skład śląskiej komendy wchodzili Maksymilian Stuchlik, Juliusz Malik, Franciszek Jastrzębski (vel. Wilhelm Herman), Jerzy Nowak, Edward Kaczmarczyk i Józef Nowak. Niestety „Szare Szeregi” nie mogły się rozwinąć, zbyt duży był upust harcerskiej krwi w pierwszych latach okupacji. Około 800 straciło życie. „Natomiast liczba harcerzy, którzy przeszli przez obozy, więzienia, wywiezieni zostali na przymusowe roboty lub doznali innych ciężkich prześladowań, jest co najmniej czterokrotnie wyższa. Cyfry te podane są raczej z niedomiarem niż nadmiarem. Jest to jedna z największych zbrodni hitlerowskich, o której mało się wie i pisze. W jednej tylko „masówce” przeprowadzonej na Śląsku w dniu 15 kwietnia 1940 r. aresztowano ok. 500 osób, głównie harcerzy. W „masówce”, jaka się odbyła w nocy z 18 na 19 grudnia tegoż roku, ujęto 456 osób, w ogromnej większości harcerzy. „Masówek” było wiele, obejmowały one bądź cały Śląsk, bądź poszczególne miasta lub powiaty” – czytamy w książce J. Niekrasza s. 57.

Organizujące się struktury konspiracyjne docierały w najdalsze zakątki Śląska. Konrad Mańka był dowódcą obwodu lublinieckiego. W niektórych organizacjach próbowano tworzyć komórki wywiadu i kontrwywiadu. W Zebrzydowicach szefował im Władysław Kamiński, a w Niedobczycach – por. rez. inż. Jan Jackowski „Jacek”. Po latach tak on wspominał: „Zainstalowałem się w Niedobczycach (obecnie dzielnica Rybnika). Już w listopadzie 1939 r. zorganizowałem tam trzy oddziały OOB: w Niedobczycach, Bierutowach i Obszarach. W grudniu 1939 r. była skompletowana i w pełnej gotowości bojowej wodzisławska inspekcja OOB. Posiadała wówczas pięć oddziałów, bo zorganizowałem jeszcze w Wodzisławiu i Rydułtowach. Komendantami oddziałów byli: Emil Lubszczyk „Dąb”, Henryk Kozioł „Cap”, mgr Brzezinka „Topór”, Józef Pyszny „Buk”, ppor. rez. Henryk Zientek „Pilot”, odpowiadający m.in. za pracę wywiadowczą. Sieć wywiadowcza w inspekcji była dobrze zorganizowana i w pełni spełniała swoje zadanie” – czytamy w książce Oswalda Guziura, Mieczysława Starczewskiego „Lido i Stragan – Ślązacy w wywiadzie AK”, Wyd. Olza 1992, s. 5. Paweł Cierpioł organizował nie tylko wywiad ale i kontrwywiad. Rozpracowywano konfidentów i paraliżowano prace Gestapo. Zbierano informacje o produkcji przemysłowej. Zenon Śmielewski, komendant kopalni „Paryż”, regularnie dostarczał komendantowi Dąbrowy Górniczej – Piotrowi Reroniowi sprawozdania nie tylko o poziomie wydobycia węgla, kierunkach sprzedaży i stosunkach wewnątrzzakładowych, ale też o nastrojach. Marian Gawęda – komendant Huty Bankowej podawał dokładne raporty o wytopie stali, a nawet parametrach produkowanej na walcowni blachy. Myrcik z Siemianowic wyniósł plany elektrowni, w której pracował. Został za to skazany na pobyt w Auschwitz. W 1943 r. zwolniony przed Bożym Narodzeniem, ale zaraz po Nowym Roku trafił do Wehrmachtu. Skierowano go na szczęście do Francji, a nie na front wschodni. Tam zdezerterował i jak wielu Ślązaków, przez obóz jeniecki trafił do polskich formacji.
Harcerze spisywali też Volksdeutschów usłużnych wobec okupanta. Konspiratorzy wykradali oryginalne dokumenty niemieckie. Polskie komórki legalizacyjne najpierw jedynie dokonywały ich fałszerstw. Później pokuszono się nawet na produkcję własną niemieckich dokumentów. Wywiad polskich organizacji interesował się również tym, w jakich zakładach produkowana jest broń. (tamże s. 6-7) Próbowano dokonywać akcji sabotażowych.

Niemcy wykonywali także wyroki na dzieciach. Marian Dyrszka i Tadeusz Śladek mieszkali przed wojną w Rybniku. Gdy rozpoczęła się wojna, Śladek miał 14 lat, a Dyrszka był kilka miesięcy starszy. Byli jeszcze za młodzi na udział w konspiracji. Marian Dyrszka został w drugim roku wojny skierowany do pracy w zakładzie zbrojeniowym. Nie chciał tam pracować, gdyż równało się to dla niego ze zdradą. Postanowił uciec do wojska polskiego. Zimą Śladek i Dyrszka próbowali dostać się na nartach przez góry, do Turcji i tam wstąpić do polskiej marynarki. Udało się im przekroczyć granice protektoratu Czech i Moraw, dotarli do granicy słowackiej i zostali na niej złapani przez niemiecką straż graniczną. „Na gestapo Dyrszka odważnie oświadczył, że jest Polakiem i zdecydował się przedostać do armii polskiej, by służyć swojej ojczyźnie. Przekazany został do KL Neukirchen k. Norymbergii, a sądzony wraz ze Śladkiem przed Trybunałem Ludowym w Berlinie pod koniec 1942 r., Dyrszka został skazany na karę śmierci i utratę praw obywatelskich na zawsze. Wyrok został wykonany 11.05.1943 r. przez ścięcie na gilotynie” – czytamy w bibliografii: Zbiory J. Delowicza http://www.rybnik.pl/bsip/jk/slownik/d.htm. Śladka zwolniono przedterminowo, ale miał połamane żebra i rany od przypaleń po torturach. Wrócił do domu, lecz zmarł po ośmiu dniach. W uzasadnieniu niemieckiego wyroku napisano między innymi: „to, że oskarżeni podali, iż czują się Polakami, nie ma jakiegokolwiek prawnego znaczenia […] Dopuścili się oni zdrady. Dyrszka działał nikczemnie i widać z tego, że nigdy nie włączyłby się w szeregi niemieckiej wspólnoty narodowej, wobec czego należy go usunąć na zawsze z kręgu współobywateli. Śladek był tylko […] wspólnikiem i działał pod wpływem i według wskazań Dyrszki” – J. Niekrasz „Historia dwóch harcerzy i casus Rehse”, WTK nr 6 z 9 II 1969 r. (na podstawie odpisu aktów oskarżenia i wyroku).

Mało znany jest heroizm śląskich harcerzy. Konrad Mańka urodził się 2 maja 1915 roku w Dobrodzieniu. „Po podziale Górnego Śląska w 1922 roku prześladowana przez Niemców rodzina Mańków, od pokoleń pielęgnująca polskie tradycje, musiała opuścić należący do Niemiec Dobrodzień i w konsekwencji zamieszkała w Lublińcu, gdzie ojciec Konrada – Piotr Mańka-otrzymał pracę woźnego w miejscowym sądzie. Tu Konrad ukończył z bardzo dobrym wynikiem szkołę podstawową i rozpoczął naukę w zakładzie stolarskim E. Hruzika. W 1934 roku, po zdaniu egzaminów i uzyskaniu dyplomu czeladnika, Konrad przeniósł się do Krakowa, gdzie rozpoczął pracę w Centrali Dostaw Harcerskich”. W 1935 r. Mańka wrócił na Śląsk i pracował jako stolarz w Śląskim Zakładzie dla Głuchych i Ociemniałych w Lublińcu. Służbę wojskową pełnił w kompanii reprezentacyjnej przy prezydencie Rzeczypospolitej w Warszawie. Gdy wybuchła wojna, brał udział w obronie stolicy. Trafił do niewoli, uciekł z transportu i wrócił do Lublińca. 18 grudnia 1940 r. został aresztowany wraz ze swoimi podkomendnymi. „Niemcy aresztowali w tym dniu ok. 2 tys. Polaków, w tym wielu harcerzy, m.in. komendanta konspiracyjnej Śląskiej Chorągwi Harcerzy – Józefa Pukowca. Spośród konspiracyjnego aktywu lublinieckiego aresztowani zostali wówczas m.in. Ludwik Klama, Henryk Malcherek, Paweł Jędrysik, J. Lisoń. Konrad Mańka pod zarzutem przynależności do tajnej organizacji mającej na celu oderwanie Śląska od Rzeszy osadzony został w więzieniu w Katowicach. Jemu oraz L. Klamie, P. Jędrysikowi i H. Malcherkowi zarzucano udział w działaniach „przeciwko narodowi i państwu niemieckim”. Konkretnym przejawem tej działalności miała być służba kurierska oraz przewożenie konspiracyjnych materiałów szkodzących hitlerowskiej Rzeszy”. – opisano na portalu Hufiec Lubliniec – Chorągwi Śląskiej (http://www.lubliniec.zhp.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=79&Itemid=93).

Śledztwo przeciwko Mańce nie było zakończone, więc był on wyłączony z procesu kolegów. Harcerze po odczytaniu aktu oskarżenia nie przyznali się do winy. Konrada Mańkę wprowadzono na salę rozpraw jako świadka. Spokojnym głosem oświadczył, że winę ponosi jedynie on, gdyż sam konspirował przeciwko III Rzeszy. Koledzy wszystko robili nieświadomi i nie znali treści listów, o których doręczenie ich prosił. Klama i Majcherek zostali uniewinnieni a Paweł Jędrysik został skazany jedynie na rok i 6 miesięcy więzienia. Konrad Mańka został skazany 23 czerwca 1942 r. na karę śmierci i 14 lipca został ścięty. W ostatnim liście do rodziców pisał: „Mateczko i Ojcze, bądźcie silni […] wziąłem na siebie wielki ciężar, ale tego wymagał ode mnie obowiązek. Największym szczęściem jest umierać za swoich przyjaciół […] za Kraj” – Zygmunt Brzycki i J. Niekrasz: tak umierali za Polskę śląscy harcerze, „Trybuna Robotnicza” 1-3 X 1976.

Władysław Kurek – harcerz z Bobrownik – był aresztowany za przynależność do ZWZ. 30 marca 1942 r. na ławie oskarżonych zasiedli wraz z nim: Franciszek Blachnicki ur. w Rybniku, komendant oddziału w Tarnowskich Górach i Władysław Wolko. Rozprawa toczyła się przed Oberlandesgericht w Katowicach. Sędziowie Wolf (jako przewodniczący), dr Scheiblich i Schilgen (sygn. 2.0. Js 16/12/52/42) skazali Blachnickiego i Kurka na karę śmierci, a Wolkę na 12 lat ciężkiego wiezienia. „Kiedy doszło do wykonania wyroku na Władysławie Kurku, skazaniec uprzedził kata i jego pomocników, sam podszedł do gilotyny i ze słowami: „Jeszcze Polska nie zginęła, ale wy zginiecie” – włożył głowę w jej otwór. Wieść o tym wydarzeniu obiegła całe więzienie. Gdy kilka dni później siostra Kurka przyszła po odbiór rzeczy, naczelnik wiezienia powiedział do niej: „Nie powinna pani smucić się, miała Pani brata, który tak zginął, jak zginąć potrafi tylko bohater narodowy”- J. Niekrasz „Z dziejów AK na Śląsku” s. 59-60.

Franciszek Blachnicki prawie 5 miesięcy oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci. 6 sierpnia 1942 r. Ministerstwo Sprawiedliwości zmieniło karę śmierci na pobyt w ciężkim wiezieniu. Blachnicki przeżył wojnę. Został księdzem i założył słynny „Ruch Oazowy” w Polsce. Zastępował on harcerstwo w PRL. W katowickim więzieniu oczekując na wykonanie wyroku, 17 czerwca 1942 r. Franciszek Blachnicki przeżył nawrócenie. W swoim testamencie tak o nim pisze: „rzeczywistość wiary – od tamtej chwili, bez przerwy przez 44 lata, określa całą dynamikę mego życia i jest we mnie „źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”. Nigdy w tym okresie nie przeżywałem wątpliwości co do wiary i nigdy nie miałem innych celów i dążeń, zainteresowań, poza wynikającymi z wiary i skierowanymi ku Ojcu przez Syna w Duchu Świętym, w realizacji wielkiego planu zbawienia. Wszystkie decyzje były podejmowane z motywacji wiary. Wiarę przy tym zawsze pojmowałem jako decyzję osoby, polegającą na oddaniu siebie i moje zaangażowanie – przynajmniej na płaszczyźnie intencji – było niepodzielne”.
Bóg miał wobec Blachnickiego swoje plany. Dzielny ksiądz nie tylko stworzył masowy ruch oazowy wśród polskiej młodzieży, ale walczył też o wyzwolenie narodów z komunistycznego jarzma. Ogłoszenie 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego w Polsce, zastało ks. Franciszka Blachnickiego w Rzymie. Nie mógł wrócić do kraju bo był poszukiwany w PRL listem gończym. Jeszcze rząd Mazowieckiego ścigał ks. Blachnickiego. Śledztwo zakończono formalnie dopiero w 1992 r. Od 1982 roku ks. Franciszek Blachnicki mieszkał w ośrodku polskim „Marianum” w Carlsbergu w RFN. Tam właśnie powstało Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie, w którym działał. W czerwcu 1982 r. założył Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów. Jednoczyła ona i wspierała narody Europy Wschodniej walczące nie tylko o wyzwolenie z komunizmu, ale i z sowieckiej niewoli.

Ksiądz Franciszek Blachnicki zmarł nagle w Carlsbergu. Został 27 lutego 1987 r. otruty przez inwigilujące go małżeństwo Jolanty i Andrzeja Gontarczyków – współpracowników wywiadu PRL (XI Wydziału I Departamentu MSW). Stało się to wtedy, kiedy w Moskwie ruszyła pierestrojka. Czyżby rozkaz wyszedł z Łubianki? W końcu miało się Imperium Moskiewskie „pierestroić” a nie „rozwalić”. Idee śląskiego księdza Franciszka Blachnickiego były dla Moskali śmiertelnie niebezpieczne.

Od 9 grudnia 1995 r. trwa proces beatyfikacyjny. Sługa Boży został pochowany w Krościenku w kościele pod wezwaniem Dobrego Pasterza (oprac. http://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Blachnicki).

Jolanta Gontarczyk, „była agentka SB, która jeszcze kilka tygodni temu (2005 r. – przyp. red.) kierowała Departamentem Administracji Publicznej MSWiA, przekonuje, że jej misja szpiegowska w RFN nie miała nic wspólnego z dezintegracją Polonii. Co innego wynika z dokumentów wywiadu MSW z lat 80. Okazuje się, że zanim 6 września 1982 r. Jolanta Gontarczyk razem z mężem została przerzucona do Niemiec, oddała liczne usługi kontrwywiadowi SB w Łodzi. […] Obecnie Jolanta Gontarczyk nadzoruje wdrażanie rządowej strategii antykorupcyjnej, współfinansowanej przez Unię Europejską” – napisał Jarosław Jakimczyk w artykule „Zabójcza Panna”, Wprost” nr. 21/2005.
W sprawie otrucia ks. Blachnickiego katowicki oddział IPN wszczął dochodzenie w 2005 r. (sygnatura akt S 23/05/Zk). Przeżywamy powtórkę z historii – kaci wymieszani z ofiarami. Zdrajcy mają się dobrze, a bohaterowie w zapomnieniu przymierają głodem. Czy pod tym względem tak bardzo się różni III RP od PRL-u? Wszak po 1956 r. za przynależność do AK już nie mordowano i nie wsadzano do więzień. Jedynie utrudniano karierę bohaterom, a nawet ich dzieciom.

Jak mało się dziś wie o heroicznych czynach śląskiej młodzieży. Zaraz po wojnie bano się przyznawać do walki w niepodległościowym podziemiu w czasie okupacji – do Orła Białego, AK czy konspiracyjnych formacji harcerskich. Za to groziło wiezienie, a nawet śmierć. Nie prowadzono należycie badań. Wiele nazwisk się zatarło. Heroiczne czyny odeszły w zapomnienie.
Młodzież zamiast być dumna z tego, że należy do wielkiego narodu kochającego wolność, szuka wzorców w skretyniałych celebrytach.

Artykuł ukazał się w Warszawskiej Gazecie.